Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty


Myślę, że większość z Was uniesie brwi widząc ten wpis i nie ma w tym nic złego. Serial "znany" u nas pod nazwą Wersal. Prawo krwi jest najdroższym serialem o Francji i w historii Francji, genialnym, niestety, bardzo niedocenionym. Był reklamowany, może trochę za słabo? A może we Francji jest dużo bardziej znany? Niestety, nie dotarłam do takiej informacji, ale na szczęście serial ma grupę wiernych fanów i powstaje sezon drugi.

UWAGA! Ja wstrzymałam się ze śledzeniem dokładnej historii Burbonów do czasu ukończenia oglądania. Jeśli i wy chcecie wielkich niespodzianek i momentów łamiących serca, wstrzymajcie się z czytaniem także tego wpisu.

Na ekranie gołym okiem możemy dostrzec wydane blisko 30 milionów euro. Serial to uczta dla duszy i oczu. Jak wiadomo, Francja to ostoja elegancji i sztuki. Sceny przyjęć wypełnione są typowymi dla arystokracji zabawami, pokazami ognia, tańcami, muzyką. Przepiękne, francuskie stroje, o których król wypowiada się między innymi w odcinku drugim (z ich powodu mówił o Francji cały świat i jest to prawda historyczna, były one świadomie propagowane, wypierając między innymi wzorce hiszpańskie) wykonano z niezwykłą dbałością o szczegóły. Moda dworska i elegancja, to główne hasła. Płaszcze przewiązywane na ramieniu, wamsy, pantalony, przetykane złotem płaszcze z kołnierzem, wysokie kapelusze. Suknie, które w XVII wieku straciły swój sztywny fason, by ponownie podkreślić kobiecą sylwetkę. Faktycznie, mogą być słuszne zarzuty, że stroje są odrobinę przemieszane rożnymi epokami. Jednak nie sposób oderwać od nich wzroku.

Nie tylko ubiór bohaterów zasługuje na uwagę, ale to, jacy są i w jakich znajdują się sytuacjach.
Aktorzy w swoich rolach spisują się rewelacyjnie. Nie tylko król, George Blagden, którego znamy już z serialu Wikingowie czy jego brat, Alexander Vlahos (Przygody Merlina), ale i postacie drugoplanowe - piękna Henrietta, czyli Noemie Schmidt, Evan Williams jako Chevalier, czy intrygujący, choć na początku ciągle dostający w kość Fabien, w którego wcielił się Tygh Runyan.
Prawdziwa historia przewija się w tym serialu nieustannie. Jest w nim zaskakująco mało fikcji, co pokazuje, że nasze dzieje czasem naprawdę nie potrzebują ubarwień. Urozmaicenia pragnie każdy twórca, więc w historii nie znajdziemy wzmianki o powiązaniach Marii Teresy z królem afrykańskim, za to wbrew temu, co sądzą niektórzy, towarzyszący jej karzeł nie jest wymysłem. Może na dworze Ludwika nie było "kobiety lekarza", położne jednak był cenione, a sekcji zwłok dokonywano już w starożytnym Egipcie.

To jak było?
Francja, wiek XVII, czasy dynastii Burbonów. Ludwik XIII umiera, gdy jego syn ma niespełna pięć lat. Rządy z rąk regentów przejmuje w wieku 22 lat (w serialu jest to 28). Umacnia władzę absolutną.
"- Panie, nie chcieliśmy martwić Cię trywialnymi sprawami państwa...
- Państwo to JA!"
Do dzisiaj zwiemy go Królem Słońce, ponieważ był wielkim monarchą, a także dlatego, że uwielbiał ten wizerunek. Otaczał się ludźmi ze swojego rodu i rodziny. Poślubił Marię Teresę, roszcząc sobie tym samym prawa do tronu Hiszpanii. Toczył wojny, z których na szczególną uwagę zasługuje ta francusko-holenderska, w której sprzymierzył się z Anglią. Co ciekawe, zapewnił sobie zwycięstwo długotrwałą wojną i zmęczeniem przeciwników, chociaż wielu uznałoby sprawę za przegraną: za sprawą zbyt długiego zwlekania, w Holandii władzę przejął Wilhelm Orański, wojska francuskie zalano, do Holandii przyłączyła się Hiszpania, a po tych klęskach front zmieniła Anglia. Niestety, wojny i podboje spowodowały we Francji kryzys.
Ludwik XIV miał mnóstwo kochanek, a serial oczywiście nie szczędzi nam tej informacji. Na dworze pełnym intryg jego żona nie mogła o tym nie wiedzieć. Dzieci historycznego Ludwika w większości nie przeżyły wieku dziecięcego, a na jego rodzinę przypuszczano liczne ataki, co także możecie ujrzeć w produkcji. Zresztą, zamach na króla również nie był niczym sporadycznym.

"Narzekasz na los króla? Spróbuj być jego bratem!"
Kiedy po obejrzeniu serialu zaczęłam bardziej interesować się historią dworu wersalskiego, byłam pod wielkim wrażeniem, jak wiernie odwzorowano charaktery postaci. Filip, brat króla, od zawsze żyjący w jego cieniu (od dziecka ubierano go w kobiece stroje, na co wpadła matka, mająca w pamięci postępowanie szwagra!), którego "jedynym zadaniem było to, by go nie przerosnąć". Odniósł spektakularne sukcesy w bitwach... i znane były jego homoseksualne zapędy. Oczywiście brat króla nie mógł pozostać bezdzietny, stąd był podwójnie żonaty, nie szczędził jednak bólu wybrankom, zwłaszcza pierwszej, kuzynce, przybyłej z Anglii. Henrietta nie godziła się na jego zachowanie, zbliżyła się za to do króla, skąd rozwinęły się plotki o ich romansie, które nabrały skrzydeł w serialu. 
"-Dlatego sypiasz z moją żoną?
- Ktoś musi!"
Niestety, Ludwik zapomniał o niej na rzecz innej kobiety, co spowodowało u niego ogromne wyrzuty sumienia po wczesnej śmierci Henrietty - rozpaczał po niej bardziej, niż brat. Istnieją wyraźne przesłanki, że angielska księżniczka została otruta. Filip z kolei, pomimo upokorzeń, całe życie był wierny bratu, a historyczne przekazy mówią, że tylko raz podniósł na niego głos - po sporej kłótni zaś zmarł na atak apopleksji. 
Oczywiście są to hipotetyczne spoilery - zobaczycie, co dzieje się w pierwszym i każdym kolejnym sezonie. A muszę Was zmartwić, jeśli do kogoś się przywiążecie, że serial dużo od historii nie odbiega. Zaś na finale można się nieźle rozkleić.

Nie mogę nie wspomnieć o czołówce i przepięknej, krótkiej piosence M83 Outro, która idealnie pasuje do klimatu serialu:
https://youtu.be/NcF5z1qHf_s

Oraz o powieści, którą warto przeczytać - jest pięknym odzwierciedleniem produkcji:

Błagam, obejrzyjcie, jeśli nie widzieliście. Wspaniałe dzieło.


Być może znajdą się tutaj fani jednego z moich ulubionych seriali o wdzięcznej nazwie Vikings/Wikingowie. Jeśli tak, z pewnością zainteresują ich fakty na temat prawdziwej społeczności Wikingów. No, chyba że oglądacie tylko dla dobrych bitew, których w serialu nie brakuje, ale mam nadzieję, że nie. A może lubicie historię lub interesujecie się Skandynawią? Mam coś dla Was. Zaczynajmy!...
... od początku.
Skąd się w ogóle wzięło słowo Wikingowie? "Vikings" kojarzono z językiem staronordyjskim, w którym to słowo "vik" oznaczało zatokę, a później ze starofrancuskim "witsing". Byli znani jako ludzie popiołu, ale już na przykład wśród Niemców jako ludzie wody, czyli Lochlannach. My, Słowianie, nazywaliśmy ich "Waregami", czyli zaprzysiężonymi ludźmi.
Wikingów możemy podzielić na Norwegów, wśród których znajdziemy większość odkrywców, Szwedów, którzy przede wszystkim zajmowali się handlem, oraz Duńczyków, odpowiedzialnych za wyprawy łupieżcze.
Serial Wikingowie jest zgodny z historią w wielu sprawach, między innymi w kwestii mitologii oraz wypraw, od których zaczniemy. Faktycznie, początkowo ludzie północy nie ruszali poza swoje, Północne Morze, a najdalej docierali do wysp szkockich. Dopiero w roku 793 dotarli do wybrzeży Anglii, w 874 do Islandii, a do Ameryki około roku 1000. Prawdą jest zatem, że to oni odkryli tamtejsze lądy. Dlaczego nie przedstawia się ich jako oficjalnych odkrywców? Główny powód jest taki, że ze względu na kłótnie z tubylcami i wewnętrzne konflikty porzucili osady w Nowym Świecie. Oczywiście nie zrobili tego tak od razu, bo cóż znaczyliby Wikingowie, gdyby szybko się poddawali. Próbowali Amerykę skolonizować. Ich ekscytacja związana z daleką wyprawą i Nowym Światem ciekawie zbiegła się w czasie z lękiem Europy przed rzekomym końcem świata w roku tysięcznym. Organizatorem pierwszej wyprawy został znany Eryk Rudy, jednak Grenlandia i Ameryka nie okazały się tak piękne, jak obiecywano. Przetrwali w tamtych krainach dzięki oferującą zasoby morskich stworzeń wielkiej wodzie. Niewiele wypraw kończyło się klęską - największą był sztorm, który spotkał Thorsteina Erikssona. Jednak Wikingowie, ze względu na usposobienie nie potrafili porozumieć się z odmiennymi od nich tubylcami zamieszkującymi krainy Ameryki. Winą za porzucenie nowego świata obarcza się kulturowe nieporozumienia. Próby kolonizacji Ameryki przez Wikingów potwierdzają archeologiczne odkrycia na tych terenach.
Przyczyny ekspansji Wikingów nie były zbyt oryginalne. W Skandynawii panował surowy klimat, brak im było ziemi uprawnej. Niewątpliwie jednak duże znaczenie miała ich natura - ciekawość, żądza odkryć i grabieży.
Którzy Normanowie wsławili się najbardziej?
Na początku nam, Polakom, nie wolno nie wspomnieć o Kanucie Wielkim, synu... Świętosławy. Serio. W niektórych źródłach znajdziemy nawet informacje o tym, jakoby sam Mieszko I miał być spokrewniony z Wikingami. O ile to można poddać w wątpliwość, o tyle pewnym jest, że Świętosława poślubiła Swena Widłobrodego. Ich syn podbił Wyspy Brytyjskie, więc mamy się czym chwalić, o czym więcej dowiecie się z powieści pani Cherezińskiej, a o tym w szczególności z Hardej.
Był też Rollo(n), który podbił półwysep francuski i nadał mu nazwę Normandii. Był nawet Ragnar Lodbrok, półlegendarny król Danii, który wielokrotnie napadał na Brytanię. Prawdziwe są również postacie jego synów.
Jednak wszystkim zapewne najbardziej znany jest sam Wilhelm Zdobywca, który po wygranej w 1066 roku bitwie pod Hastings, uznawanej za jedną z tych, która zmieniła losy świata, pokonał Harolda i zapoczątkował dynastię Plantagenetów.
A jakie były kobiety w świecie Wikingów?
Serial nieco koloryzuje fakty, choć zdarzały się wyjątki kobiet wojowniczek, o wysokiej pozycji. Tak naprawdę nie posiadały praw politycznych, mężatki miały ograniczoną swobodę, a największymi przywilejami mogły się cieszyć... wdowy, które zarządzały majątkiem własnym i zmarłego męża. A jednak ich głównym zadaniem było zajmowanie się domostwem. Zdarzały się jednak kobiety takie jak królowa Aasy, która brała udział w zabójstwie swojego męża, by zapewnić tron synowi i wnukom, a pochowana została w typowy dla Wikingów sposób - w łodzi. Wśród kobiecej biżuterii szczególnie cenione były naszyjniki.
Teraz o tym, co wielu interesuje najbardziej, czyli parę słów o mitologii.
Jeśli chodzi o Bogów, oprócz najbardziej znanych, takich jak Odyn (bóg mądrości i władca Walhalli), Thor (władca wojowników i piorunów) czy Loki (boga rodu potworów), byli i inni - Baldur (bóg sprawiedliwości), Freja (bogini miłości i piękna), Skadi (bogini łowów) czy Hel (bogini śmierci). Nie wiem jak wy, ale ja często stykając się z tym tematem myślę o tym, jak bardzo przeplatają się ze sobą wszystkie wierzenia światów starożytnych czy po prostu ludów innych, niż chrześcijańskie.
A nawet z chrześcijaństwem Normanowie mieli coś wspólnego. W końcu czym jest Walhalla, jeśli nie rajem dla poległych wojowników? Na nią też trzeba było zasłużyć. Znajduje się w Asgardzie, czyli jednej z Dziewięciu Krain, zamieszkana przez Bogów, do której prowadzi Tęczowy Most. W nordyckiej mitologii najważniejsze i najpopularniejsze opowieści dotyczą Drzewa życia, czyli Yggdrasila, Dziewięciu Krain, w tym Asgardu, siedziby elfów i krainy zmarłych czy mit o stworzeniu świata z otchłani wypełnionej lodem.
(Dla zainteresowanych fanów Gry o tron/Pieśni Lodu i Ognia: powszechnie znane są inspiracje pana Martina historią. Możecie je odnaleźć nawet tutaj, w mitach czy imionach, takich jak Hodur, ślepy bóg, którego czyny miały być zapowiedzią końca świata - za namową Lokiego, nieświadomie zabił on własnego brata, Baldura).
A na koniec trochę północnych świąt.
WINTERNIGHTS 29 października - 2 listopada, rozpoczęcie zimy, wspominanie zmarłych, wróżby.
JUL 21/22 grudnia, to takie nasze Boże Narodzenie i pożegnanie zimowych ciemności, czas ucztowania i składania obietnic.
ROK KSIĘŻYCOWY 20-31 grudnia, który Wikingowie powinni przeznaczyć na rozważania.
THURSEBLOT, styczniowa pełnia, święto poświęcone Thorowi.
WALPURGIS 22 kwietnia-1 maja,  magiczne święto, upamiętnia dziewięć nocy, które spędził Odyn na Drzewie Życia. W tym czasie umarli wracali na ziemię.
EINHERJAR 30 maja, święto poległych wojowników.
MIDSUMMER 20/21 czerwca, czyli przesilenie letnie.
MABON 22-23 września, dożynki.
Starożytne cywilizacje, inne niż Grecja i Rzym.

3200 r.p.n.e. - początek cywilizacji Sumerów
2500 r.p.n.e. - początek cywilizacji Akadów
2400 r.p.n.e. - początek cywilizacji w dolinie Indusu
2340 r.p.n.e. - władzę przejmuje Sargon Wielki, założyciel dynastii Akadów
1750 r.p.n.e. - spisanie Kodeksu Hammurabiego
1027 r.p.n.e. - początek dynastii Shang w Chinach
1000 r.p.n.e. - obalenie dynastii Shang,
                       początek epoki żelaza,
                       początki alfabetu fenickiego,
                       ustanowienie stolicy w Jerozolimie
814 r.p.n.e. - powstanie Kartaginy, najważniejszej kolonii fenickiej
771 r.p.n.e. - upadek chińskiej cywilizacji
722 r.p.n.e. - opanowanie Izraela przez Asyryjczyków
614 r.p.n.e. - Babilończycy zdobywają Aszur
612 r.p.n.e. - upadek Asyrii
586 r.p.n.e. - zniszczenie Jerozolimy
539 r.p.n.e. - Cyrus Wielki dokonuje wyzwolenia Żydów
                      podbicie Mezopotamii
525 r.p.n.e. - początki buddyzmu
332 r.p.n.e. - Aleksander Wielki zdobywa Egipt
321 r.p.n.e. - zjednoczenie Indii
221 r.p.n.e. - zjednoczenie Chin
132 r.p.n.e. - pierwsze powstanie żydowskie
66 r.p.n.e.   - drugie powstanie żydowskie

I garść wodzów i innych postaci.
Narmer - faraon egipski, założyciel stolicy w Memfis, zjednoczyciel.
Manethan - kapłan, który podzielił historię Egiptu na 30 dynastii.
Dżoser - pierwszy faraon, którego grobowcem była piramida.
Imhotep - znany architekt egipski i wezyr.
Aleksander Wielki - król Macedonii, pojawiający się w każdym spisie najwybitniejszych władców wszech czasów. Podbił Imperium Perskie, Fenicję, Egipt.
Budda Siakjamuni/Siddhartha - mędrzec, który po objawieniach zapoczątkował religię buddyzmu.
Hammurabi - najsłynniejszy król Babilonu, spisał kodeks praw.
Norman Davies.




Nie mylisz się, skądś go znasz, nawet jeśli nie lubisz historii i nie czytasz o niej książek. Dla jednych jest "odważnym bohaterem", który nie przebierając w słowach wypowiada się o rządzących partiach, dla innych "wrogiem prawicy" lub "głupcem". Człowiek, który wybrał na swój kraj RP, chociaż urodził się w Boltonie i jest brytyjskim historykiem. Wystarczyły jednak dwa słowa, by zapomnieć o tym, że opisał on naszą historię na równi z historią Anglii czy Niemiec, że przeciwstawił się postrzeganiu krajów słowiańskich jako zacofane. W angielskiej prasie bywał niejednokrotnie nazywany nierzetelnym. Krytyka szybko rozszerzyła się na jego książki. Oczywiście, była ona obecna już wcześniej, jednak nie w tak ostrych i natarczywych słowach.
Ma na swoim koncie błędy - jak każdy człowiek. Mogło mu się zdarzyć opisać coś w nie najlepszych słowach lub powiedzieć coś nie tak. Ale ci, którzy nigdy tego nie zrobili, niech pierwsi rzucą kamieniem.

Chciałabym zostawić osobowość Daviesa w spokoju, a skupić się na tym, jak potrafi zainteresować i opisać ludzkie dzieje.
Na wstępie przytoczę fragment jego wypowiedzi po ukazaniu się głośnej książki "Obłęd '44" Piotra Zychowicza, kiedy na kolejnego autora popłynęły niepochlebne słowa. Davies umiał znaleźć dobre strony, ale i gorsze.
"Fakty znane dzisiaj nie były wtedy oczywiste. Wymaganie od ludzi, by pod koniec lipca 1944 r. wiedzieli, jak skończy się Powstanie, to idiotyzm. Nie wiedzieli tego ani Niemcy, ani Amerykanie. Dowódcy AK nie mieli szans poznać całości planów aliantów. Co więcej, nie znali ich Brytyjczycy czy Amerykanie, bo jak można taki plan opisywać, skoro nie wiadomo, co zrobi największa siła aliancka, czyli Armia Czerwona? Wydaje mi się, że nawet Stalin do końca nie wiedział co zrobi. Ale to oczywiście nie przeszkadza ludziom w pisaniu i mówieniu, że on zastawił pułapkę na Polskę i czekał, aż Polacy wykrwawią się w walce z Niemcami"

Dodał również:
"W Wielkiej Brytanii jest bardzo wiele sporów na temat I wojny światowej. Powszechne jest twierdzenie, że lwy były dowodzone przez osły siedzące w okopach. Ale to nie przeszkadza w zjednoczeniu się w kolejne rocznice i okazaniu szacunku dla walczących. Tak samo powinno być z Powstaniem. A obok tego powinny toczyć się dyskusje historyków. W Polsce niestety kłótnia wokół Powstania jest substytutem krytykowania rządu"

Taki właśnie jest Davies jako historyk. I na szczęście, oprócz krytyków są i ludzie, którzy potrafią spojrzeć na niego w taki sposób, w jaki on patrzy na historię - obiektywnie.
"Nie lubię Normana Daviesa, ale jego książce dałbym co najmniej 4 gwiazdki. Davies to kolejny rewizjonista, lecz w przeciwieństwie do wielu innych potrafi dowieść swych racji, i jest historykiem wysokiej próby"

Ogromnym atutem Daviesa jest jego wiedza. Tak naprawdę w roku '96 na emeryturę udał się bardzo niechętnie. Historii poświęcił znaczną część swojego życia, dzięki czemu mógł zrobić coś, czego brakuje podręcznikom - pomóc zrozumieć.
Weźmy do ręki podręcznik od historii, nawet najlepszy. Czas jest ograniczony, materiału wiele, więc czytamy, że Kaziemierz Wielki zrobił to, Henryk Walezy tamto, Tadeusz Kościuszko coś jeszcze innego. W zupełnie innym dziale okazuje się, kto rządził w tamtych okresach we Francji, ale nie mamy już czasu, żeby połączyć wszystkie fakty. Uczymy się ich po kolei na sprawdzian.
Boże Igrzysko nie jest podzielone na władców Polski, lecz na okresy. Okres panowania Piastów, rozbicie dzielnicowe, rozbiory i tak dalej. Oczywiście historia Polski wysuwa się na pierwszy plan, autor jednak wiąże wszystko z sytuacją polityczną w innych państwach. Dzięki temu nareszcie rozumiemy dokładnie, jak to się stało, że na potęgę, którą było państwo polskie, spadły nieszczęścia takie jak elekcje i rozbiory. Jak, otwarcie lub w tajnych spiskach, przyczyniły się do tego inne kraje. Wiemy, że było coś takiego jak Potop Szwedzki i wojny z Północą, ale czy wiemy, że tak naprawdę Szwecja była państwem bardzo podobnym do Polski? Tak jak Polska z Litwą, tak Szwecja zawiązała unię z Finlandią. Im późniejsze czasy, tym traciła monarchia, a zyskiwała szlachta. Szwecja była po prostu tak blisko, i miała tak dużą armię, że mógł albo zawiązać się sojusz, albo konflikt. Na skutek różnych wydarzeń postawiono na rywalizację.

Łączymy fakty. Kiedy już wiemy, kto panował w innych państwach za czasów danego polskiego króla, nagle wydarzenia zaczynają się na siebie nakładać. Nie są już zwykłym tematem, który musieliśmy znać na sprawdzian, pustymi datami. Wiążemy Zygmunta Augusta i Henryka Walezego z Nocą Świętego Bartłomieja. Aleksandra Jagiellończyka z intrygami moskiewskimi. Konrada Mazowieckiego nie tylko z Krzyżakami, ale i Saladynem. Polskie rozbiory odrobinę przyrównujemy do sytuacji Irlandii. I wiemy, że rozbiory to nie tylko krótka data - że trwały i trwały, a przerwała je wojna.

Lektura nie jest łatwa, choć napisana bardzo przystępnym językiem - ponad tysiąc stronnicowe dzieło zawiera na swoich kartach historię Polski, która sięga poprzednich tysiącleci, najlepiej zatem wyjdziemy, robiąc choćby skrótowe notatki. Przede wszystkim jednak, musicie dać jej szansę.
Sięgnijcie po nią, choćbyście myśleli o Daviesie najgorzej.

Ze starożytnym Egiptem sprawa ma się tak, że często ze wszystkich starożytnych cywilizacji wydaje się nam najbardziej atrakcyjny. Jasne, Grecy i Rzymianie też mieli swoich bogów, wielkie budowle, warte uwagi jak piramidy czy sfinks. Ale kiedy przechodzimy do nauki o nich, wszystko staje się od razu takie... dojrzałe. Bogowie w Egipcie owiani są tajemnicą, mają głowy zwierząt. Ucząc się w szkole greckiej mitologii słyszymy głównie o gniewie Zeusa. Na temat piramid powstają wręcz teorie spiskowe, nie możemy zrozumieć, jak ludzkie ręce je wzniosły. Mówiąc o Koloseum lub świątyni Apolla słyszymy dokładne wyjaśnienia, jaki ma to związek z kulturą, jak narodził się pomysł.
Egipt zatem zdaje się być najbardziej magiczny, nieodkryty. Po części dlatego, że trochę tak jest. Przede wszystkim jednak z tego powodu, że podczas gdy Grecji poświęcony jest cały dział, o tematyce Egiptu przeprowadza się jedną/dwie lekcje. Ponieważ jest dla nas bardziej odległy, nie wpłynął tak bardzo na naszą kulturę. Potem w niektórych podręcznikach przewija się temat Kleopatry i jej brata, przy okazji rzymskich triumwiratów i to tyle. Często nawet umyka nam, jak to się stało, że nastąpił upadek tak wielkiej cywilizacji - ten temat też ginie gdzieś wśród większych wojen i podbojów.

Dlatego jeśli nie mieliście okazji lub czasu zgłębić tematu, a pamiętacie, że Thot fascynował was już w podstawówce (czy wy też oglądaliście ten animowany serial Papirus w telewizji polskiej, wiele lat temu?), zapraszam do lektury.
Na dobry początek, nawiasem mówiąc:
https://youtu.be/f0cxEJgYmbE


Zacznijmy może od mitologii. Grecką każdy zna, egipską - niekoniecznie.
Na początku warto wspomnieć, że chociaż uczymy się, że Ozyrys to ten "dobry" bóg od życia i świata zmarłych, Horus był jego "dobrym" synem, Seth "złym" bratem (dosłownie, utożsamianym ze wszystkim, co złe), Izyda była opiekunką małżeństw, Thot zaś miał być bogiem wiedzy, to przekazy historyczne bywają sprzeczne, zwłaszcza te z okresu Starego Państwa.
Egipt był podzielony na Dolną i Górną Cywilizację i na początku w obu istnieli bogowie lokalni, od których później wzięły się bóstwa takie jak Ozyrys. Bywało i tak, że człowiek poprzez swoje dokonania uznawany był dosłownie za bóstwo (tak jak faraon miał być potomkiem bogów, bogiem, lub być przez nich zesłanym) i to od niego wzięła się któraś z najwyższych istot.
Jednym z najbardziej znanych, najważniejszych mitów jest... oczywiście, ten o narodzinach Ozyrysa oraz jego brata, Setha i sióstr, Izydy i Neftydy. Ich rodzicami mieli być Geb (Ziemia) i Nut (Niebo; brzmi znajomo, prawda?). Rodzeństwo zawarło między sobą małżeństwa. Naturalnie Set zazdrościł bratu, sprawiedliwemu władcy, i zawiązał przeciw niemu spisek. Po nieudanych próbach Ozyrys wreszcie położył się w skrzyni-pułapce i został zabity. Izyda, wiedząc, ze jej moc może przywrócić brata do życia, próbowała zrobić to potajemnie, lecz Set rozpoznał ciało brata i poćwiartował je na kilkanaście części. Izyda zbierała je po całym świecie, niestety nie mogła już przywrócić ukochanego do świata żywych. Horus pokonał wuja, lecz Izyda wypuściła go na wolność - rozgniewany syn strącił jej z głowy koronę, po czym Thot w zamian podarował jej hełm, z którym bywa przedstawiana. Walki z Sethem trwały dalej, aż wreszcie sam wycofał się do krain ciemności. Stąd Horus ukazywany jest jako wschodzące słońce, Ozyrys zaś jako zachodzące, przegrywające z mrokiem.
Warto wiedzieć, że nawet w Rzymie powstawały świątynie Izydy, wcześniej zaś, w Grecji, utożsamiano ją najczęściej z Artemidą.
Nie wolno nam nie wspomnieć o bogu Re i jego magicznej łodzi, która miała być drogą po śmierci. Następnie zmarły był poddawany próbie boga Anubisa - ciężar jego serca porównywano z ciężarem pióra bogini Maat. Jeśli wynik okazał się korzystny, dusza prowadzona była do krainy Ozyrysa.
Na koniec, kiedy Egipt znalazł się pod helleńskimi wpływami, pozostała triada - Ozyrys, Izyda, Horus oraz ich wróg, Set. Jak już jednak wiemy, Ozyrys i Horus scalali się w jedno. Takie były początki monoteizmu egipskiego.

Z każdego filmu, nawet animowanego czy podręcznika, dowiemy się, że dla Egipcjan dusza istniała także po śmierci, stąd w grobowcach tyle skarbów i zapisków, które miały pomóc zmarłemu w drodze. Ich wiara różniła się jednak od, nie szukając daleko, chrześcijańskiej: ciało było w tym procesie niezwykle istotne, należało je zabalsamować.
Niestety, proces, który w dzieciństwie może wydawać się nam niezwykle intrygujący, miał też gorsze strony. Grając w grę komputerową, w której musimy uciekać przed Mumią, nie zastanawiamy się przecież nad tym, jak dokładnie powstała.
Z ciała trzeba było pozbyć się wnętrzności. Już wtedy robiono lewatywę, by je rozpuścić, lub wyjmowano je po zrobieniu w brzuchu otworu. Serce wyjmowano poprzez nacięcie z lewej strony klatki piersiowej, jednak po mumifikacji wkładano je z powrotem.
Ciało nacierano naturalną sodą, nefronem, aby pozbawić je wody, a następnie olejem i żywicą. Jednak wbrew pozorom nie była to taka dobra konserwacja i nie wystarczyłaby na wieczne życie pozagrobowe, jakie mieli wieść zmarli. Do dzisiaj nie zachowało się zbyt wiele mumii, a jeśli już, to w nie najlepszym stanie.


Jakie było dokładne położenie Egiptu? Od wschodu i północy graniczył z morzami, odpowiednio Czerwonym i Śródziemnym. Na południu z Nubią, dzisiejszym Sudanem, na zachodzie zaś z Pustynią Libijską.
Wspomniałam już o podziale Egiptu na Dolny (deltę) i Górny (dolinę Nilu). Faraon mógł mieć władzę na obu terenach jednocześnie, lub tylko na jednym. Rozpoznać możemy to po jego koronie. Biała oznaczała Egipt Górny, Czerwona Dolny.


Cywilizacja starożytnego Egiptu kryje także wiele ciekawostek. Faraon nigdy nie mógł pokazać się z odkrytymi włosami (nie musiał nosić korony, wystarczała chusta), kobiety zaś nosiły peruki z charakterystycznymi stożkami, które uwalniały przyjemny zapach podczas topnienia. Makijaż stosowały nie tylko kobiety, ale również mężczyźni, a barwniki pozyskiwano między innymi z ołowiu. To Egipcjanie odkryli liczbę Pi i podali jedno z jej pierwszych przybliżeń. To tam pojawiły się pierwsze gry zespołowe. Kobiety w kwestii prawa były równe mężczyznom.

Oczywiście w starożytnym Egipcie istniała hierarchia, którą przedstawia rysunek.

Jeśli chodzi o same piramidy, te owiane są przeróżnymi legendami, niektórzy łączą ich budowę z samą Atlantydą opisaną przez Platona, od której mieszkańców Egipcjanie mieli pojąć tajemną sztukę wznoszenia budowli.
Piramida w RapieNie wszystkie piramidy to ostrosłupy. Były i złamane, źle obliczone, czy schodkowe.
Bardzo ciekawym tematem do dyskusji jest fakt, że w różnych częściach świata odnaleziono podobne budowle, chociaż ludzie w tamtych czasach nie mieli rozwiniętej komunikacji. Może w Chinach, na Wyspach Kanaryjskich, we Włoszech, Iraku, Peru czy Sudanie/Nubii nie znaleziono identycznych ostrosłupów, ale już piramidy schodkowe jak najbardziej. Przekazy ustne, rysunki, a może... Atlantyda i jej mieszkańcy, rozrzuceni po całym świecie? Ciekawa jest nawet jedna z polskich budowli, którą przedstawia zdjęcie.
Oczywiście najbardziej znane są piramidy z Gizy, kolejno Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa. Oczywiście były to grobowce, jednak często wiąże się je z tajemnym oddziaływaniem czy szczególnymi punktami względem, na przykład, położenia gwiazd.
Niestety, w naszych czasach piramidy nie zawsze robią kolosalne wrażenie. Stając przy niektórych mamy za sobą ulice lub miasta.


W 332 r.p.n.e. do Egiptu, bez walki, wkroczył Aleksander Wielki i otworzył tak zwaną "epokę grecką". Jeszcze wcześniej, około 400 r.p.n.e., Egipt podbili Persowie. Osłabła władza centralna, choć Egipt wciąż był potęgą gospodarczą. Jednak dynastyczne konflikty wykorzystał rosnący w siłę Rzym. Po śmierci Kleopatry, jej romansach z Juliuszem Cezarem i Markiem Antoniuszem w trakcie dwóch triumwiratów, Oktawian August przyłączył Egipt do Imperium Rzymskiego. Tak naprawdę to nie Rzym zniszczył starożytny Egipt, lecz... chrześcijaństwo, które położyło kres bogatej kulturze tej cywilizacji. Umowną datą upadku Egiptu jest rok 395, czyli moment podziału Rzymu. Egipt znalazł się w sferze Bizancjum.
Egipt osłabiły nie tylko konflikty wraz z ich skutkami, czyli rozpadem na małe państewka, ale również gwałtowne zmiany klimatu.

3000 r.p.n.e do ok. 1450r.p.n.e - cywilizacja minojska (powstała na Krecie, najbardziej znana historia z nią związana dotyczy króla Minosa; upadła w prawdopodobnie w wyniku najazdu Achajów [cywilizacji mykeńskiej])
2000 r.p.n.e do ok. 1200r.p.n.e - cywilizacja mykeńska (historię Achajów opisuje Iliada i Odyseja Homera; po upadku cywilizacji nastąpiły tak zwane wieki ciemne)
XI - IX w.p.n.e - wieki ciemne (okres biedy, regresu; ich zakończenie kojarzone jest z początkiem Wielkiej Kolonizacji, której głównymi kierunkami były południe Półwyspu Apenińskiego oraz wybrzeża Morza Czarnego i Azji Mniejszej)
776 r.p.n.e - pierwsze Igrzyska Olimpijskie
621 r.p.n.e - Drakon, pierwszy prawodawca ateński, dokonuje kodyfikacji prawa
507 r.p.n.e - rządy prawodawcy Klejstenesa, nazywanego ojcem demokracji
492 r.p.n.e - wyprawa perska na Grecję (Mardonios pragnie zemsty na Grekach, ale nie dociera do ich państwa)
490 r.p.n.e - bitwa pod Maratonem (zwycięstwo Greków, kojarzone z biegiem maratońskim)
480 r.p.n.e - bitwa pod Termopilami (Persowie zdobywają Ateny)

                         - bitwa pod Salaminą (Ateńczycy decydują się na bitwę morską i zwyciężają)
479 r.p.n.e - bitwa pod Platejami (zwycięstwo Greków nad Persami)

                     - bitwa na przylądku Mykale (zwycięstwo Greków)
449 r.p.n.e - pokój Kaliasa, koniec wojny, podział ziem między Grecję i Persję
431 – 404 r.p.n.e - wojna peloponeska (walki toczyły się między Atenami a Spartą; rok 404 oznacza kapitulację Aten)

421 r.p.n.e - pokój Nikiasa
395 r.p.n.e - cesarz Teodozjusz Wielki zakazuje organizacji Igrzysk Olimpijskich
395-387 r.p.n.e - wojna koryncka
371 r.p.n.e - bitwa pod Leuktrami (klęska Sparty w starciu z Tebami)
338 r.p.n.e - bitwa pod Cheroneą (Filip II, władca Macedonii, pokonuje siły Aten i Teb)
336 r.p.n.e - Filip II zostaje zamordowany
334 r.p.n.e - Aleksander Wielki rozpoczyna wyprawę przeciwko Persji, bitwa nad Granikiem (klęska Persów)
333 r.p.n.e - bitwa pod Issos (kolejne zwycięstwo Aleksandra nad perskim królem)
331 r.p.n.e - bitwa pod Gaugamelą (znów wygrywa Aleksander, przejmuje on wówczas władzę w Persji)
323 r.p.n.e - śmierć Aleksandra Wielkiego w Babilonie
323 – 30 r.p.n.e – okres kultury hellenistycznej


Potem, w okresie ekspansji rzymskiej, Grecja została podbita, a wpływy jej kultury nietrudno odnaleźć w tej, która ją podbiła.

DATY
czyli "najgorsze co może być, nie jestem w stanie tego zapamiętać...!"

Pomysł na ten cykl wpadł mi do głowy podczas nauki na kolejny sprawdzian z zakresu historii (kiedy po raz kolejny wypisałam sobie całą stronę dat, zamiast kilku najważniejszych - tak to już mają humaniści). Lubię sobie odświeżać wiedzę. Słyszałam kiedyś, że aby zapamiętać słówko z obcego języka, trzeba je usłyszeć ponad 50 razy. Oczywiście nie jest to wymóg. Czasami zapamiętamy coś za pierwszym razem, a coś innego widzimy 500 razy i nadal nie wiemy, o co chodzi. Ale zastanówmy się, czy słowa tak... prymitywne? jak "yes - tak" czy "no - nie" pamiętamy dlatego, że są takie proste? W wielu językach zebrać można całą masę słów, które mają trzy litery, a jednak nie wszystkie znamy. Po prostu słowa pokroju "tak" używamy codziennie. Gdybyśmy słowo "mammal - ssak" słyszeli pięć razy dziennie, to każdy znałby je tak dobrze jak "good morning" czy "Christmas". Ale do rzeczy - do tego odświeżania wiedzy. Bardzo lubię tworzone przeze mnie notatki, bo są czymś w rodzaju kwintesencji działu. Czasami, choćby w weekend czy ferie, jestem w stanie przeczytać je sobie i w ten sposób coś utrwalać. Możemy na każdy sprawdzian uczyć się osiem godzin, ale nie zapamiętamy wszystkiego. Nauka to powtarzanie, powtarzanie, powtarzanie.
Te wpisy przydadzą się być może osobom przygotowującym się do sprawdzianu/matury, może komuś kto po prostu chciałby poczytać o historii. A i mnie się przydadzą, nie ukrywam: powtarzalność i systematyka.
Po co uczyć się dat? To naturalne pytanie każdego, kto tego nie lubi. Mogę Wam jednak na własnym przykładzie obiecać, że to się przyda. To najlepszy sposób na uporządkowanie wiedzy historycznej, i nie tylko. Kiedy wiem, że ważne wydarzenie dla jednej cywilizacji miało miejsce w roku 500, przypominam sobie, że już skądś tą datę znam, bo wtedy wydarzyło się coś także na drugim końcu świata, co pozwala mi łączyć fakty i umiejscawiać w czasie przemiany na każdym kontynencie.
Będę wybierała dany okres czasu i wypisywała daty, ważniejsze(wyróżnione) i mniej, z tego właśnie okresu. Zacznę już teraz. A skoro zaczynać, to od prehistorii byłoby najstosowniej.


PREHISTORIA - DATY
4 mln lat p.n.e - datowane pojawienie się australopiteka w Afryce Wschodniej
2,5 mln lat p.n.e - początki kształtowania się gatunków Homo- na Ziemi
około 130 tys. lat p.n.e - początek ekspansji pierwszych ludzi poza Afrykę
100 tys. lat p.n.e - "starsza epoka kamienia" - paleolit (data symboliczna)
40 tys. lat p.n.e - według badań, wówczas pierwsi homo sapiens pojawili się w Polsce
40-30 tys. lat p.n.e - zniknięcie Neandertalczyków (ciekawe o tyle, że zniknęli, gdy pojawili się homo sapiens - ich zniknięcie nadal budzi wiele kontrowersji)
30 tys. lat p.n.e - dotarcie ludzi na tereny współczesnej Ameryki przez "lodowe pomosty"
15 tys. lat p.n.e - okres przyjmuje się za powstanie malowideł w jaskini Lascaux
12 tys. lat p.n.e - koniec Epoki Lodowcowej
9000r.p.n.e - początek epoki neolitu
8000r.p.n.e - powstanie najstarszej osady świata (w Jerychu)
4000 r.p.n.e - początek cywilizacji Sumerów (wówczas wynaleźli oni pismo)
                    - narodziny cywilizacji egipskiej
3500 r.p.n.e - początek epoki brązu
                    - powstanie egipskiego pisma (hieroglifów)
                    - umowne początki starożytności

Dajcie znać, czy przydało się na sprawdzian ;)


MAKBET
"Z jednej strony piękny, z drugiej rozciągnięty".
"Za dużo Szekspira w Szekspirze".
"Nie wierzę w brak Oscara".
"Jest przeciętnie".
"Zachwycający, błyskotliwy".
"Wykonany z olbrzymim rozmachem".
"Dający do myślenia".
Zaczęłam od cytatów - jest to zaledwie kilka na tysiące fragmentów wypowiedzi odnośnie tego filmu. Jedni się zachwycają, drudzy krytykują. Skąd się to bierze? Jaki jest klucz do zrozumienia filmu? A przede wszystkim, jaki wreszcie jest "Makbet"?
Słowem krótkiego przypomnienia: tytułowy bohater, Makbet, zasłużony wódz i tan Glamis, za sprawą przepowiedni oraz pod presją małżonki, Lady Makbet, zabija Duncana i sam zostaje królem. Pierwowzorem postaci był XI-wieczny Makbet we własnej osobie, który krwawo zemścił się na mordercach ojca, zabił Duncana I i objął tron Szkocji. Już jako król mierzył się ze zwolennikami poprzedniego władcy, pokonując ich armie. Przegrał jednak dwie ważne bitwy, z czego drugiej, koło Aberdeen, nie przeżył. Mimo wojen był ponoć władcą dbającym o poddanych, który starał się umocnić kraj. Jego postać obrosła legendą i stała się inspiracją dla Shakespeare’a.
Przejdę do tego, do czego moim zdaniem na samym wstępie przejść po prostu trzeba. Jeśli komuś produkcja nie przypadła do gustu, to najprawdopodobniej:
a) najprostsza możliwa odpowiedź: nie trafiła w jego gust,
b) nie, nie jest "za głupi by ją zrozumieć", nie jej nie zrozumiał, nie do niej nie dojrzał, choć to też możliwe, ale najbardziej prawdopodobne jest to, że spodziewał się czegoś innego bądź nie jest to film dla niego.
"Co rozumiesz przez stwierdzenie, że to nie jest film dla niego"? Niektórzy zasiedli w kinowej sali, ponieważ w zwiastunach zobaczyli rozmach, bitwę, wspaniałą charakteryzację, akcję. Nastawili się na dwie godziny tejże akcji. Otrzymali film psychologiczny, o klimacie tak ciężkim, jakich się nie spotyka. Oryginalny w swoim przekazie, w sposobie tego przekazu, zmuszający do myślenia, przepełniony Szekspirem i jego stylem (bowiem w filmie kwestia w kwestię pochodzi prosto z dramatu). Bardzo wiele na samym początku zyskują widzowie anglojęzyczni - myślę, że rozumiejąc tekst na bieżąco w całości, można jeszcze bardziej skupić się na fenomenalnym obrazie.
Nie chcę tej produkcji gloryfikować: tak jak w przypadku każdej innej, tak i tutaj wszyscy widzowie wymienią inne wady i inne zalety. Jednak uważam, że nie można temu filmowi przyznać łatki pomyłki i oceny 1/10, jeśli nie jest się po prostu ignorantem, lub nie robi się tego z czystej złośliwości.
Nie można nie docenić aktorstwa. Nie dostrzec tego, jak dobrze ze swojego zadania wywiązali się Marion Cottilard i Michael Fassbender. Jak dobrze to mało powiedziane, Ma się wrażenie, że aktorzy stają się tymi postaciami - sama Cottilard przyznała, że z odgrywaną Lady Makbet związała się emocjonalnie. Film odsłania przed widzami nowe spojrzenie na jej postać, nieco odbiegające od pierwowzoru: w pewnym momencie Lady Makbet zdobywa nasze współczucie. Fassbender zdaje się bardzo dobrze rozumieć złożoność postaci Makbeta - potrafi na początku wyglądać jak dostojny wódz, potem jak człowiek rozdarty wewnętrznie, morderca, a koniec końców - szaleniec. Gra oczami, głosem, gestem.
Nie można odmówić produkcji oryginalności, a twórcom śmiałości, odwagi i konsekwencji. Nie spotkałam się z filmem, który od samego początku do samego końca utrzymany byłby utrzymany w tak ciężkim, ponurym klimacie. Reżyser, Justin Kurzel, mógł pójść w stronę oczekiwań wielu osób i uczynić z szekspirowskiego dramatu produkcję wzorowaną na kinie akcji, nie zrobił jednak tego. Oddał w pełni przytłaczające emocje, jakie towarzyszą czytelnikom. A pomogła mu w tym fenomenalnie skomponowana muzyka (za którą odpowiadał Jed Kurzel, brat reżysera) - od chwili gdy na ekranie pierwszy raz pojawiają się wiedźmy (czyli, szczerze mówiąc, od początku), możemy być pewni, że soundtrack warto dołączyć do swojej kolekcji.
A teraz, co się może podobać lub nie. Twórcy zastosowali efekt Slow Motion i zdaniem wielu uczynili to w momentach jak najbardziej odpowiednich, potęgując rozmach widowiska. Zawsze jednak znajdzie się ktoś, kto efekt ten będzie krytykował zawsze i wszędzie. Nie oceniajmy. Zmiany względem oryginału również trzeba ocenić samemu, po seansie. Co poniektórzy zwracają uwagę na akcent Lady Makbet - nie odmawiają Cottilard dobrej gry aktorskiej, sprzeciwiają się jednak grze francuskiej w szekspirowskiej historii. Lecz nawet jeśli odstawała nieco od innych bohaterów wymową, to czy można ją ganić, jeśli i tak dała z siebie wszystko i więcej? Niektórym film może się dłużyć, z uwagi na klimat, w jakim został utrzymany, jest to jednak, jak sądzę, bezpośrednio związane ze wspomnianym wyżej nastawieniem z jakim udajemy się do kina bądź zasiadamy przed ekranem w domowym zaciszu.
Aby film w pełni docenić, należy skupić się na obrazie (wspomniany wyżej plus dla rodowitych Anglików), zawartych w nim szczegółach i historiach, bowiem odgrywają one bardzo istotną rolę. Spojrzenia aktorów, gorycz w ich głosie. Sceneria podczas walki, uczty poprzedzającej śmierć Duncana, wędrówek, ucieczek, lasów, pól i zamku. Kostiumy, zwłaszcza dwojga bohaterów o tytułowym nazwisku. Sceny Lady Makbet rozgrywające się w kaplicy (z udziałem dziecka) oraz pod stosem, zabójstwo Duncana, ponura kolorystyka, końcowy "idący las" i wiele innych.
"Makbet" jest dziełem teatralnym, mówiącym o złożoności postaci. Pokazuje nam ścieżkę, czasami bardzo krótką, prowadzącą od rozsądku do szaleństwa, manipulację, intrygę i efekt domina, by na koniec wszystko rozsypało się tak, jakby główni bohaterowie zamieszkiwali domek z kart, gdzie jednocześnie koniec ukazany jest jako nowy początek.



Widzieliście? Oceniliście?


Właściwie to jest tak, że teraz blogów jest za dużo, a ludzie i tak tworzą kolejne. I jakoś tak to jest, że te kolejne i tak zdobywają popularność, a stare, jeśli naprawdę dobre, jej przy tym nie tracą. To naturalna kolej rzeczy, tyle teraz czasu spędzamy przed ekranami, że możemy pozwolić sobie na przeglądanie wielu stron.
Teraz mamy odpowiedź na wszystko – aplikację umożliwiającą taniec z ludźmi z innych stron świata, taką, która pomoże w grze na gitarze. Otwieramy inny blog, jeśli chcemy upiec ciasto, inny, by zrobić domowe lody, inny, gdy nie mamy pomysłu na obiad. Szukamy recenzji książek i filmów, bo wiemy, że je znajdziemy. Opinii o grach i samochodach, o nowej płycie artysty.
W dobie internetu, kiedy jest w nim już wszystko, pomysł na założenie bloga z recenzjami wydaje się być głupotą, bo w końcu jest ich już zatrzęsienie. Ja jednak chciałabym połączyć książki, filmy, podróże, pisanie i historię, piątkę moich pasji, z których ostatnia jest największą. Chciałabym pokazać, że historia nie jest nudna, ile jej jest w filmach i książkach, a co jest fikcją.
Sporadycznie mogą się pojawić również relacje z koncertów i podróży.
Zapraszam wszystkich zainteresowanych czytelników. Dajcie znać, czy ten blog jest przydatny.
Są tacy, co robią coś, byle coś zrobić. Ja wierzę, że trzeba robić coś, co ma dla nas znaczenie. I do tego Was zachęcam.
Ania