Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty
Post jest w pewnym sensie kontynuacją poprzednich z serii Marvela i tym podobnych, bo o superbohaterach też będzie kilka słów. Ich fanem jest Maciej Dąbrowski, z którym miałam przyjemność widzieć się w sobotę siódmego maja w Toruniu. Czyli spóźniona, ale cenna relacja.
Spotkanie miało miejsce w ramach festiwalu DwuTakt, w dużej mierze poświęconego komiksom. Można było je kupić, tak jak i przypinki czy koszulki, można było też spotkać się między innymi ze Stanisławem Tymem. A jak było na sali z Maćkiem w roli głównej?

Wiele razy wszyscy się śmiali, ale poza tym: panowała cisza. Maciej, znany przez wielu jako Człowiek Warga a przede wszystkim jako człowiek zDupy, mówił naprawdę ciekawie i na żywo okazał się jeszcze ciekawszą osobą, niż przez internet. Każdemu, kogo mogą uprzedzać zbereźne żarty, może lepiej odradzić. Jak widać jednak nie przesądza to o wartości kanału, skoro Maciej ma na youtube niemal milion subskrypcji.
ZDupy na tym polega. W trakcie spotkania Maciek przybliżył, o co w tym wszystkim chodzi. Opowiadał o swoim podejściu do życia. O tym, że nie ma dla niego tematów tabu, bo śmiać należy się ze wszystkiego, byle w sposób konstruktywny. Czyli nie wyśmiewać, tylko właśnie śmiać się, bo to pozwala nam oswoić się z pewnymi tematami. Pozwala nam coś zrozumieć, nabrać dystansu nawet do śmierci.

Tym co naprawdę lubię w Maćku jest jego szczerość. Nie jest jednym z tych, którym udało się po prostu wylansować i teraz ma wszystko... w dupie. Nie. Jeśli napiszesz do niego konstruktywną wiadomość - odpisze, a na pewno przeczyta. Nie nagrywa co kilka miesięcy kiedy sobie przypomni - jego nowe filmiki pojawiają się w sieci non stop.

Youtuberów jest na pęczki i blogów jest na pęczki, zwłaszcza tych, które mają mówić nam, jak żyć. Kiedy wchodzę do Empiku i pierwsza książka, która rzuca mi się w oczy jest nowością zaczynającą się od słów "jak... (zdobyć to i tamto, mieć to i tamto, żyć)", to wznoszę oczy do góry. Ale nie chodzi o to, że one z założenia są złe. Szkoda tylko, że zrobiły się modne. Kiedyś ludzie naprawdę mieli coś do powiedzenia, a najcenniejsze są blogi prowadzone już od kilku lat, na przykład strona Andrzeja Tucholskiego, którą polecił mi kolega. Wystarczy przejrzeć komentarze, by zobaczyć, że faktycznie jakoś wpłynęły na ludzi. Są tacy, co niby to wiedzą, ale muszą i tak przeczytać, potrzebują przysłowiowego kopa, żeby ruszyć się z miejsca.
Ale do czego zmierzam i jaki to ma związek z Maćkiem?
Wielu krytykuje i mówi tylko "kolejny". Spotkałam się nawet ze śmieszną sytuacją, gdy koleżanka opowiadała o tym, jak bezsensowne są takie spotkania organizowane z youtuberami. Bez ogródek stwierdziłam, że byłam na takim, na co ona zrobiła wielkie oczy, a następstwem był komentarz "i czego się niby dowiedziałaś, ha ha?" (założę się, że gdyby zagraniczny autor jej ulubionych filmików pojawił się gdziekolwiek w Polsce, leciałaby tam, albo płakała, że jej tam nie ma). Ano, dowiedziałam się.
Należy zrozumieć, że nie każdy youtuber to taki "kolejny z rzędu". Są tacy, którym woda sodowa uderzyła do głowy i tylko mają radochę, że sławni. Ale wielu z nich to po prostu ludzie. Ludzie tacy jak ja czy Ty, którym się po prostu udało (nam też może) osiągnąć sukces. I kiedy dojdą do tego, że ich filmiki będą zbierać miliony odsłon, to nie będą w stanie odpisać na każdą wiadomość w stylu "dzięki Maciek!" albo "jesteś super!". Ale z własnego doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że na konstruktywne odpiszą. To naprawdę są ludzie, nie cyborgi, albo nie ci, których trzeba krytykować, bo coś im wyszło. Skończmy z takimi kompleksami i zazdrością!

Może nie we wszystkim się zgadzamy, ale oboje uwielbiamy komiksy i superbohaterów. I tu kontynuacja poprzedniego wpisu o superbohaterach. Trendy się zmieniają. Maciek opowiadał, jak "za jego czasów" (bo przecież ma aż 32 lata!) czytanie komiksów oznaczało mniej więcej tyle, że... przegrałeś życie. Teraz ich ekranizacje biją rekordy popularności. Lubią je wszyscy, i dziewczyny, i chłopaki. Tak, dziewczyny też czytają, oglądają i grają. I to jest cool.
Co prawda wśród tych, którzy podają się za fanów komiksu mały odsetek jest tych, którzy faktycznie się na nim znają. Ja przyznaję szczerze, że bardziej powiedziałabym o sobie "fanka superbohaterów", nie "fanka komiksów", chociaż bardzo lubię je czytać. Nie umiem wymienić wielu znanych i nieznanych twórców, nie znam całej historii ich powstawania, chociaż systematycznie coś doczytuję. Maciek ma dużą wiedzę i trochę się nią z nami podzielił, chociaż czasu nie było zbyt wiele, niestety. Na spotkaniu byłam z kuzynem, który zna się o wiele lepiej niż ja, ale oboje bawiliśmy się świetnie. Bawiliśmy, bo i o to chodziło. To nie był nudny wykład, gość naprawdę mówił z pasją.
W każdym razie puenta jest taka, żebyście nie wstydzili się swoich superbohaterów, bo naprawdę są na czasie i dla wielu nigdy nie wyjdą z mody!

Fakt, że w sobotę o szóstej rano wróciłam do domu po maratonie Kapitana Ameryki i spałam dwie godziny (od siódmej, bo przez godzinę zbytnio trzymały mnie emocje), żeby wstać i popędzić do miasta, a wracając do domu wieczorem dopiero zaczęłam czuć zmęczenie, świadczy najlepiej o jakości spotkania z Maćkiem i o fantastyczności całych ostatnich dwóch dni.

Pozdrawiam Maćka. Nareszcie ktoś z Batmanem!
Co tkwi w tym przedrostku? Chyba właśnie to, że jest to przedrostek. Dodatek. Uzupełnienie.
Dzisiaj opowiem Wam o tym, dlaczego nie przepadam za Spider-Manem i dlaczego może się to zmienić po piątkowym maratonie trzech części Kapitana Ameryki. Dzisiaj o superbohaterach, oczywiście z dużą dozą ich historii.

Czy wiedzieliście na przykład, że w uniwersum Marvela istnieją postacie/ugrupowania, które mają być parodią Justice League, na przykład Hyperion-Superman? Wolverine według początkowego zamysłu miał być zmutowanym zwierzęciem, nie zmutowanym człowiekiem. Może stąd jego zdolność do odczuwania emocji futrzaków. Wydarzenia z filmów Thor i Iron Man 2 mają miejsce w tym samym tygodniu, co wyjaśnia Phill Coulson. Hulk miał być początkowo szary, ale... za bardzo stapiał się z tłem ówczesnego wydruku.  A kiedy Spider-Man ujawnia swoją tożsamość przed kamerami, frazę "Peter Parker" wpisuje jednocześnie w wyszukiwarkę Google tak wiele osób, że internet pada.

Bardzo to ciekawe, tylko co z puentą? Otóż jest to mój numer jeden z długiej listy powodów, dla których uwielbiam uniwersum superbohaterów. Niekończąca się przepaść (bo jak raz się wkręcisz, to już przepadłeś) pełna odkryć, ciekawostek, zaskoczeń. Zresztą, chyba lubią to wszyscy fani serii takich jak Gwiezdne Wojny, Harry Potter czy animacje Disney'a. Na samym Facebooku znaleźć można multum grup dla zainteresowanych, dotyczących zlotów, ciekawostek. Kończą się Avengers, powstaje grunt pod Justice League. A zresztą, po starych Avengersach przyjdzie czas na nowych rekrutów. Na pewno w którymś momencie trafi się gorszy film, albo coś, co już było. Niemniej pomysłów i inspiracji nie zabraknie jeszcze przez dłuuugie lata. No i te niespodzianki: w specjalnym zeszycie Marvela wystąpił, w roli superbohatera, Święty Mikołaj. Twórcy komiksów wpadli kiedyś nawet na pomysł, żeby Aquamana uczynić przedstawicielem Atlantydy w ONZ, a Zimowego Żołnierza - zabójcą Hitlera.

Numer dwa - historia. Są tacy widzowie, którzy pokochają film za same efekty specjalne, jednak gro fanów oczekuje czegoś więcej. Kinowe hity takie jak Avengers: Age of Ultron są dowodem na to, że można zaspokoić i jednych, i drugich. Zresztą fani przecież nie pogardzą walką i wybuchami, jeśli tylko nie będzie to przerost formy nad treścią.
Dlatego tak lubię to, że w Batmanach Nolana mamy szansę zapoznać się z ciągiem przyczynowo -skutkowym czynów tego bohatera, a duma Tony'ego Starka niejednokrotnie zostaje zachwiana. Przyjrzyjmy się genezie kilkorga z naszych ulubieńców.
Batman to tak naprawdę Bruce Wayne, a Bruce Wayne to Batman. Fani i osoby zaprzyjaźnione od wielu lat z kinem mogą pamiętać jego słabsze momenty i nieszczególnie chwalebne przezwisko "gacek". Jednak muszą też pamiętać rewelacyjnego Mrocznego Rycerza Nolana, Batmany Burtona, a przede wszystkim całe uniwersum komiksów - początki tego bohatera miały miejsce przed wybuchem drugiej wojny światowej! Zadaniem Batmana jest walka ze złem. Może niezbyt oryginalne, ale jeśli zagłębimy się w jego historię i odkryjemy, że Bruce był świadkiem śmierci rodziców jako mały chłopiec i przez długą część życia się za nią obwiniał - tandety też nie będzie.
Pod zbroją Iron Mana kryje się Tony Stark, bogaty filantrop i przedsiębiorca, lecz nie jest to jeden z pustych biznesmanów, a już na pewno nie po ucieczce z niewoli terrorystów w Afganistanie, gdzie skonstruował zbroję wraz z profesorem fizyki. W serii komiksów o przygodach Starka bez problemu da się wyczuć wydźwięk polityczny, w ekranizacjach po części również. Bohater wspiera walkę z komunizmem, tworzy udoskonalone modele swojego stroju, a w końcu wchodzi w skład grupy Avengers.
Twórcy Kapitana Ameryki nieszczególnie wysilili się z pseudonimem artystycznym dla Stevena Rogersa, ale właśnie o taką chwytliwość chodziło. Zaznajamiając się z początkami Steve'a odkrywamy, że jego muskuły to wynik eksperymentu. Wcześniej na ich miejscu nie było właściwie nic, za to ich przyszły właściciel zmaga się z astmą i odmową wstąpienia do wojska. Pomoc oferuje mu doktor Erskine, zmieniając chuderlaka w bohatera, gotowego stanąć do walki z III Rzeszą, nie pozbywając go przy tym honoru, oddania, chęci walki za słuszną sprawę.
Natasha Romanoff znana jako Black Widow nie od razu stała się bohaterką, którą widzowie znają z hitu Avengers. Fani uniwersum kinowego Marvela pamiętają liczne wzmianki o jej mrocznej, sowieckiej przeszłości, od której odcięła się uciekając do USA i T.A.R.C.Z.Y. By ją poznać, odsyłam do komiksów.
Thor jest Thorem. Bogiem Thorem z mitologii nordyckiej. Oraz dowodem na to, jak ciekawa jest historia, dawne wierzenia. Naprawdę, można z nich stworzyć dosłownie wszystko. Komiksy także, superbohatera także. I to wcale nie nudnego czy schematycznego, ale z pogmatwanymi relacjami rodzinnymi i towarzyskimi.
Wielkimi krokami zbliża się Doctor Strange. Jest też Wolverine, Hulk, Hawkeye, Superman, Wonder Woman, Strażnicy Galaktyki i nieszczęsny Spider-Man. I wielu innych bohaterów. Mamy również mnóstwo złoczyńców, ale o nich innym razem.

Powyższe przykłady pokazują, że super-bohaterowie nie zawsze spadają z nieba. To nie są tandetne historie dla nastolatków. Może nie każda postać jest równie głęboka, ale też nie każdego herosa trzeba uwielbiać i nie każdy może być równie dobrze skonstruowany. Tak czy inaczej, fana Batmana na pewno nie nazwałabym infantylnym.
Stąd też nie przepadam za Spider-Manem, którego historia jako Petera może nie jest usłana różami, stracił rodzinę, ale nie zostałby kimś więcej gdyby nie... ugryzienie pająka. Mówiąc prosto, typowy farciarz, którego życie nagle się odmieniło. Może i w historii Kapitana Ameryki przewija się podobny motyw, ale sami wiecie, że tych bohaterów wiele różni. Steve próbować już wcześniej, w jakiś sposób znał swoją wartość, nawet jeśli potrzebował eksperymentu by naprawdę w siebie uwierzyć. Co nie zmienia faktu, że wiele komiksów ze Spider-Manem w roli głównej zasługuje na uwagę, a ten nowy Peter z Wojny Bohaterów może wreszcie naprawdę przyciągnąć, co w znanej, pierwszej trylogii o Spider-Manie, przynajmniej w moim przypadku, niezbyt się sprawdziło. Niesamowitego Spider-Mana jeszcze nie widziałam. Wiem, że muszę nadrobić.
Właśnie to sprawia, że super jest dodatkiem. Nie każdy bohater Marvela ma super moce, wielu z nich swoje osiągnięcia zawdzięcza technice (oczywiście nadzwyczajnie rozwiniętej, ale jednak), inni osobowości. Nie zioną ogniem, nie latają bez stroju (nie wszyscy). Ale to bohaterowie, których chciałoby mieć u siebie niejedno miejskie społeczeństwo.
Jednak filmy o superbohaterach to nie tylko blaski sławy, lecz także cienie zniszczeń, czego najlepszym przykładem jest zbliżająca się Civil War.

Problemy miewają nie tylko superbohaterowie, ale także odgrywający ich role aktorzy. Chris Evans nie chciał zostać Kapitanem Ameryki, a podczas ćwiczeń koniecznych do roli wielokrotnie zdarzało mu się mówić, że nienawidzi tego filmu. Podobne odczucia żywił wówczas zapewne także wobec Roberta Downeya Jr., który namówił go do udziału. Johansson też walczyła o rolę Czarnej Wdowy. Chris Hemsworth o rolę Thora rywalizował z własnym bratem.

Jak to mówi drużynowy:razem!

Kolejną siłą twórców jest wykupienie praw do danych postaci i możliwości tworzenia filmów nawet ze wszystkimi naraz. Ostatnio Sony dogadało się z Marvelem i czeka nas Spider-Man: Homecoming. Takie produkcje gromadzą przed ekranami największą liczę widzów, stąd też Avengers stają się hitem większym niż wcześniejsze sekwencje o poszczególnych bohaterach.I stąd też cały świat z niecierpliwością czeka na wynik Wojny Bohaterów, także ci, którzy znają komiks Civil War; w końcu po samych zwiastunach widać zmiany.


Za to kochamy superbohaterów. Za ciekawostki, których liczba jest nieskończona, za filmy, na które zawsze będą pomysły, za ich historię, za to, że twórcy komiksów nie tworzyli postaci w pięć minut - a przy wielu współczesnych produkcjach takie właśnie wrażenie można, niestety, odnieść. Podajcie te wszystkie argumenty komuś, kto wyśmieje waszą koszulkę z Hulkiem, a najlepiej w ogóle nie zwracajcie na niego uwagi. Zresztą, możecie to powiedzieć nawet będąc jeszcze w szkole, jeśli poloniści powiedzą Wam, że Batman to niezbyt ambitny przykład. Bohaterem może być i duży, i mały.

Zdradzę Wam jeszcze, że Clark Kent świętuje urodziny w ten sam dzień, co ja. Kent, nie Superman. Jego alter ego świętuje urodziny w dniu, w którym trafił na Ziemię, to jest 10-tym czerwca.


Można nienawidzić science-fiction i fantastyki, podróży kosmicznych i popularnych filmów. Ale nawet to nie ustrzeże nas od fraz takich jak "Ciemna Strona Mocy" (The Dark Side), "Niech Moc będzie z Tobą" (May The Force Be With You) czy imion/tytułów - Yoda, Darth Vader, Skywalker, Jedi. Mówi się o "mitologii Gwiezdnych Wojen", o ich fenomenie, o klasyce, o filmie wszech czasów. Nawet jeśli się za nimi nie przepada, trudno znaleźć argumenty przeciw temu, że zmieniły świat (i życie - podobno James Cameron po obejrzeniu pierwszej części w roku 77' porzucił pracę taksówkarza, by zaistnieć w filmowym świecie).
Przyjrzymy się dzisiaj ciemnej i jasnej stronie - aktorów, scenariusza, historii. Prześledzimy sagę, wytykając jej błędy i gloryfikując jednocześnie. Sprawdzimy, czy wychodzi na plus czy na minus. Będzie to dla mnie, jako fana, po części wyzwanie. Ale z drugiej strony, nigdy nie uważałam, by saga Lucasa była nieskazitelna. Będzie ciekawie - będą ciekawostki.
OCZYWIŚCIE TEKST ZAWIERA SPOILERY

1. Na czym polega fenomen?
Steven Spielberg miał w planach "Bliskie spotkania trzeciego stopnia", George Lucas zaś "Gwiezdne Wojny". Założyli się oni, które dzieło odniesie większy sukces (Lucas był pewien, że będzie to film kolegi). O co? O 2,5 procenta z zysków. I cóż, Spielberg nadal zgarnia swoją działkę, a Lucas do tej pory zbiera laury, choć wiele lat temu zapewne mówił "I have a bad feeling about this", o czym wykreowani przez niego bohaterowie przypominają w każdej części. No cóż, Alec Guiness, aktor wcielający się w starego Kenobiego, określił Star Wars mianem głupiutkiej bajeczki, a jednak dzięki nim stał się bogaty po wynegocjowaniu dla siebie dwóch procent zysku (Harrison Ford określał go mianem Matki Przełożonej, na co aktor narzekał w swoich dziennikach). A teraz? Dział z grami komputerowymi, płytami DVD, soundtrackami, gadżetami, poduszkami, śniadaniówkami, koszulkami, dział spożywczy, papierniczy, a wszystkie łączą Gwiezdne Wojny.
Z jednej strony - kino rozrywkowe, z drugiej - niezwykle głębokie. Jedni oglądają dla czystych emocji, inni w każdej scenie odnajdują głębszy sens. Jedni nienawidzą, drudzy uwielbiają.
(2) Główne wątki: odwieczna walka dobra ze złem w postaci walki Rebeliantów z galaktycznym Imperium. Tragiczny bohater (Darth Vader), którego najpierw postrzegamy jako zło w czystej postaci, by potem płakać po jego śmierci. Czyli nic innego jak uniwersalny przekaz, który tak często stanowi o wielkości dzieła. Ale tutaj także o oryginalności. (3)Niektórzy nie mogą zrozumieć - jak to, zacząłeś mu współczuć kiedy obejrzałeś części 1-3, przecież ogląda się po kolei? A tu, niespodzianka, pierwsza trylogia to nic innego jak prequele części 4-6, z których powstaniem zwlekano w celu osiągnięcia bardziej widowiskowych efektów specjalnych. Uczucie jak to, gdy dowiadujesz się, że trylogia Tolkiena wcale nie jest trylogią, tylko grubą księgą "pociętą" ze względu na... grubość. To właśnie z tego powodu (części 1-3 musiały zgadzać się z 4-6, nie na odwrót) w filmie znalazło się wiele scen, które niektórzy określają mianem "niedopracowanych" - wytłumaczenie jest jedno: w Nowej Nadziei on już coś robi, więc nie mogła go objąć Zemsta Sithów. A jednak pokazuje to nie nieścisłości, lecz wielkość filmu. Twórców, którzy wszystko posklejali. Jasne, że czasem z lepszym, czasem z gorszym efektem. Ale posklejali.
Nawet wstępu nie mogę odpowiednio podzielić, tak wszystko się na siebie nakłada.
4. Siła sagi: uniwersalny przekaz, ponadczasowi bohaterowie, efekty, które robią wrażenie szczególnie w starszej trylogii, ze względu na czasy, w których powstawały. Po latach do filmu pragną wrócić i widzowie, i wszyscy twórcy. Czy największym argumentem za tym, że Moc jest silna, nie będzie grudniowe Przebudzenie Mocy, do którego zgodzili się powrócić bohaterowie z lat siedemdziesiątych (Carrie Fisher niepodobna do siebie, ale jednak!; Harrison Ford pod warunkiem, że jego postać zostanie uśmiercona, ale jednak!; Mark Hamill na minutę, ale jednak!), a na którego punkcie cały świat oszalał? A Powrót Jedi początkowo musiał być kręcony pod kryptonimem Blue Harvest, ze względu na olbrzymie zainteresowanie, zaś aktorzy uczestniczący w piątej części cyklu otrzymali fałszywy scenariusz, bowiem kwestia dzisiaj znana całemu światu - Luke, I am your father, początkowo znana była... trzem? osobom, w celu zachowania tajemnicy. Nawet ojciec nie wiedział, że jest ojcem. A to dobre, co? Serio. Kwestia, którą wypowiada Vader, została potem zmieniona za pomocą nałożonego lektora. Aktor nie był zachwycony. Ale w końcu - Luke też nie.
Sześć filmów... to za mało. Siedem zresztą też.
Obejrzeliście wszystko? Jest szansa, że coś tam wiecie, ale komiksy, książki, gry, całe uniwersum, to prawdziwa galaktyka i "nieograniczona władza". Jeśli chodzi o książki, od siebie mogę na pewno polecić te, których autorem jest Timothy Zahn - gdy pojawiły się spekulacje na temat powstania kolejnych części, wielu fanów stawiało na inspirację tymi dziełami.
5. Nawiązania do historii
Mało ich nie ma. Na pierwszy rzut oka na pewno każdy dostrzeże schemat: przejmowanie władzy przez zło poprzedzone niesnaskami w republice, czyli rzekomej demokracji, pozbywanie się "rycerzy pokoju", przeciąganie najsilniejszych na swoją stronę, wiara w przepowiednie i powtarzanie błędów: ileż wojen w dziejach ludzkości się na tym opierało? Poza tym, czy podczas seansu Mrocznego Widma nie przeszło Wam nigdy przez głowę hasło Ben Hur w trakcie sceny wyścigu? Czy finał Ataku Klonów nie kojarzy Wam się z areną dla gladiatorów? Palpatine z dyktatorem?
A czy wiecie, że George Lucas tworząc Gwiezdne Wojny bardzo inspirował się Bliskim Wschodem i tamtejszymi wyznaniami?
Rozkaz 66 jest nawiązaniem do ataku na Hiroszimę (Roosevelt podpisał rozkaz o tej samej nazwie), a niektórzy idą dalej i porównują Kanclerza do Adolfa Hitlera, zaś Rozkaz 66' do Kryształowej Nocy. Schemat się nie zmienia, choć to już lekka nadinterpretacja..
A Przebudzenie Mocy - nawiązania do nazistów niektórzy uważają wręcz za przesadne. Nową Republikę przyrównuje się natomiast do USA.
Nie podlega również dyskusji, że cała saga traktuje o wojnach domowych. A tych w historii na pęczki.

6. Blaski i cienie
Głos Chewbacki to tak naprawdę głos głodnego niedźwiedzia - nie nakarmiony o odpowiedniej porze miś wydał w zoo dźwięk, który do tej pory możemy usłyszeć odtwarzając scenę z udziałem przyjaciela Hana (głód ceną sławy).
Nakręcono specjalny bożonarodzeniowy odcinek Gwiezdnych Wojen, który okazał się tak fatalny, że Lucas w ostatniej chwili zdołał usunąć swoje nazwisko z napisów. Podarował też kopię odcinka Carrie Fisher, która "odtwarzała go na koniec każdego przyjęcia, kiedy chciała, aby goście już sobie poszli".
A tak na poważnie.
Gwiezdne Wojny osiągnęły olbrzymi sukces, ale nie zawsze było tak różowo. Początkowo atmosfera na planie była fatalna, Lucas miał same problemy, a przed premierą filmu wyjechał na Hawaje, żeby odciąć się od jakichkolwiek wieści - później dotarła do niego nieoczekiwana wieść o sukcesie.

A jakie są główne zarzuty widzów-krytyków względem samej sagi?
1) Wątki miłosne
O ile Han i Leia mają więcej fanów (można do nich zaliczyć samych odtwórców ról, ponoć Carrie Fisher i Harrison Ford mieli na planie romans), o tyle Anakin i Padme mieli mniej szczęścia. Niestety, to prawda. Wątek miał olbrzymi potencjał, zwłaszcza w części trzeciej, kiedy to całe zamieszanie Anakina między dwiema stronami jest w dużej mierze spowodowane lękiem o życie żony. Potencjał został jednak częściowo zmarnowany. Niestety, gra aktorska kochanków do najlepszych nie należała, to raz. Dwa, dużą winę ponosi...
2) Scenariusz Ataku Klonów
Anakin: From the moment I met you, all those years ago, not a day has gone by when I haven't thought of you. And now that I'm with you again... I'm in agony. The closer I get to you, the worse it gets. The thought of not being with you- I can't breath. I'm haunted by the kiss that you should never have given me. My heart is beating... hoping that kiss will not become a scar. You are in my very soul, tormenting me... what can I do?- I will do anything you ask.
[uncomfortable pause]
Anakin: ... if you are suffering as much as I am, PLEASE, tell me. 
Tak w skrócie. Przytoczę jeszcze jeden z lepszych komentarzy znalezionych na filmowym forum: Mógłbym tak pisać i pisać, właściwie mogę skopiować tu cały scenariusz. W "Przebudzeniu" występują absurdy, ale nawet jakby się okazało, że nowym Lordem Sithów jest C-3PO to i tak nie przebije scenariusza Ataku klonów. 
3) Przebudzenie Mocy kalką Nowej Nadziei
Jest w tym sporo prawdy. Identyczne ujęcia, podobna historia, bohater, który ma wszystko naprawić. Tylko... co z tego? Czy to takie złe, że pomysły się powtarzają, skoro są dobre, skoro podobają się widzom? Skoro film, mimo złych przeczuć, okazał się naprawdę dobry? Hm. Może krytycy oczekiwali, nastawili się na coś innego, i stąd biorą się zarzuty. Problem pojawia się gdy uświadomimy sobie, że pasuje nam powrót dawnych przyjaciół, ale to, co robią, powinno wnieść świeżość. Czyli nie chcemy, by byli tacy sami? Nie chcemy ratowania galaktyki? Nie chcemy tego, co w odległej galaktyce kochaliśmy najbardziej? Od siebie powiem tyle: wystarczającą ilość świeżości wniosła młodziutka Daisy Ridley, jedno z objawień młodego pokolenia aktorów.
"Takie były stare gwiezdne wojny i właśnie o to chodzi. Takie mają być też nowe części. Jeśli komuś się nie podoba to NIE JEST FANEM GWIEZDNYCH WOJEN bo one ZAWSZE TAKIE BYŁY. Nie róbcie z Gwiezdnych Wojen jakiegoś dramatu albo wielce filozoficznego filmu. Macie wygórowane wymagania."
4) Przebudzenie zbyt gwałtowne
Dość słaby zarzut, ale spotkałam się z nim kilkakrotnie, dlatego się ustosunkuję. Teraz krytycy mówią, że w filmie działo się tyle, że nawet nie było czasu na refleksje. Gdyby tego czasu było więcej, mówiono by o przedłużaniu. Wszyscy wiemy, że tak jest. Przerabiamy to przy co drugiej produkcji. Mówi się też, że Przebudzeniu brakuje genezy, że mało wiemy o przeszłości postaci. Autorom odpowiem krótko: jeszcze wiele przed nami. Po to się budzimy, żeby zacząć nowy dzień.
5) Jar Jar Binks
Hmm... każdy się czasem z niego śmieje. Tylko pytanie, czy jest to śmiech szczerego rozbawienia, czy raczej śmiech pełen politowania? Czy to odpowiednia postać do takiego filmu? To już każdy musi ocenić sam. W każdym razie, był w czołówce większości rankingów wad Wojen, które przejrzałam.
6) Dysproporcje Jedi
Trudno obalić ten zarzut. No bo jak, skoro z jednej strony mamy potężnego Yodę, Windu, Kenobiego, Wybrańca, Qui-Gona, a z drugiej takich, co giną przy pierwszym uderzeniu miecza. Bardzo nie lubię początku pojedynku Windu z Sidiousem, kiedy rycerz przychodzi do Sitha z eskortą, która ginie gdy tylko Palpatine wyciąga miecz. Bardzo dobrze, że mamy głównych, najlepszych rycerzy, Radę. Ale to nie znaczy, że inni mają być słabeuszami! Znajdują się tacy, dla których usprawiedliwieniem jest "gdyby walka mogła trwać dłużej..." i tutaj przechodzimy do kolejnego zarzutu, jakim jest
(7)...ucinanie, skracanie, wycinanie zbyt ważnych scen
"Bo może gdyby Zemsta Sithów trwała trzy godziny, tak jak zakładano, to nie byłoby takich nieścisłości". Czasami film skrócić trzeba. Niekiedy produkcja trwa grubo ponad trzy godziny i tak po prostu nie można. Muszę się zgodzić, że film miałby porządniejsze ręce i nogi w pewnych momentach, gdyby na przykład dokładniej pokazano pewne sceny polityczne - nie popadajmy jednak w przesadę. Zemsta Sithów z całej nowej trylogii jest bezsprzecznie najlepsza. Pamiętajmy też, że gdyby filmy były tak tragicznie niespójne i pełne nieścisłości, raczej nie odniosłyby tak wielopokoleniowego sukcesu. Nie stałyby się klasyką, potęgą świata science-fiction.
8) Wydłużanie,
bo oczywiście, jak to bywa w krytyce, tak źle, a tak jeszcze gorzej. Z jednej strony wycinają, z drugiej dodają, jednym słowem: na niczym się nie znają. Jeden się nudzi na Mrocznym Widmie (dobra, to akurat nie jest aż takie dziwne, ale spróbowaliby na Powrocie Jedi!), drugi widzi piętnaście wątków, które można rozwinąć.
9) "Ślepi jesteśmy,
skoro tworzenia tej klonów armii nie dostrzegliśmy" - tak mówi Mistrz Yoda, więc to prawda. Nie dostrzegli Sidiousa - tak mówią widzowie, czyli to już może podlegać dyskusji. Dlaczego nie wydał go wicekról ("hologram mówiący głosem Palpatine'a i wyglądający jak on)? Dlaczego nie zorientowali się Jedi? Cóż, częściowo patrz punkt 6., a dodatkowo: takie po prostu było założenie. Nikt nie jest nieomylny. Jedi nie mieli ulec zupełnej sakralizacji, saga wypełniona jest wadami wielu z nich. Opowiadana historia musi mieć dobrą fabułę - taki był pomysł Lucasa. Równie dobrze można powiedzieć, że Frodo mógł oddać komuś innemu pierścień. Mógł. Ale Tolkien powiedział, że on będzie go niósł: koniec dyskusji.
10) Star Wars to bajeczka,
a ja muszę tego wszystkiego słuchać i na to patrzeć. Dla jednych bajeczka, dla drugich nie. Nic nie poradzisz. Po prostu jak następnym razem wejdziesz do jakiegokolwiek sklepu, zamknij oczy i wyobraź sobie, że ten długopis na półce na wysokości Twoich oczu wcale nie wygląda jak miecz świetlny.

Zarzuty można jeszcze wypisywać, powielać. A ja pozostanę fanką. Dla mnie Gwiezdne Wojny to genialna seria, która po prostu ma wady, jak każda inna. Gwiezdne Wojny mają to szczęście w nieszczęściu, że ich wady wyolbrzymia się do galaktycznych rozmiarów, bo osiągnęły sukces na skalę galaktyki. Jednak skoro nie mniejsza jest fala zachwytów, to chyba nie mamy się o co martwić.
Dla mnie bilans wyszedł na plus. A dla Was?

Zainteresowanym polecam galaktykę informacji i ciekawostek - nie zwiedziłam jeszcze całej, ale czeka na półce na dokończenie:



Teraz już chyba nikogo nie zdziwi przedostatnia ciekawostka, a właściwie coś, czego można się było domyślić - mianowicie, u Lucasa stwierdzono nadciśnienie i wyczerpanie spowodowane pracą nad filmem. Czy się opłaciło? Oceńcie sami.

A na koniec - w portugalskiej wersji językowej nazwisko Hrabiego Dooku zostało zmienione na Dookan, gdyż "Dooku" można przetłumaczyć jako... "z dupy". Zaś Luke Skywalker miał być... Starkillerem.

Enjoy the winter! May The Force Be With You!